Psychoterapia zaburzeń lękowych i osobowości

Jeśli czujesz, że z czymś sobie nie radzisz, a przeżywanie różnych sytuacji wywołuje w Tobie stany napięcia, niepokoju, zmienność lub obniżenie nastroju, gorzej sypiasz, warto się temu przyjrzeć bliżej. W koncepcji psychodynamicznej źródła problemów tkwią w nieświadomych konfliktach, mechanizmach obronnych, które utrudniają dostrzeżenie przyczyn cierpienia.

Dzięki terapii masz szansę na to, aby objawy zmniejszyły się lub ustąpiły.

Jeśli zatem:

  • odczuwasz napięcie, lęki utrudniające codzienne funkcjonowanie
  • doświadczasz trudności w radzeniu sobie z emocjami
  • cierpisz z powodu obniżonego lub zmiennego nastroju
  • doświadczasz trudności w relacjach i bliskich związkach
  • odczuwasz brak pewności siebie, niskie poczucie własnej wartości
  • przeżywasz kryzys
  • zdarzają Ci się różne objawy fizyczne, np.: kołatanie serca, duszności, napadowa
    potliwość o niejasnej przyczynie (często równolegle leczone przez lekarzy)
  • poszukujesz wsparcia psychicznego w różnych aktualnych sytuacjach np.:
    przeżywanej żałoby, choroby własnej lub kogoś bliskiego
  • chcesz lepiej poznać siebie
  • chcesz uwolnić się od przeżywanych konfliktów
  • chcesz poprawić komunikację z otoczeniem

możemy przyjrzeć się temu wspólnie.

Refleksje pacjentów

„W poczuciu beznadziejności, ogromnej samotności, pełna żalu, skulona w klatce z mocno zaciśniętymi oczami ze strachu przed tym co na zewnątrz -to mój obraz siebie w przełomowym momencie kiedy podjęłam decyzję o terapii. Dzisiaj czuję, że ktoś trzyma mnie mocno za rękę, dodając tym odwagi, aby mierzyć się z własnym strachem. Coraz częściej mam świadomość tego, co myślę i czuję, dzięki czemu nabieram pewności w relacjach z ludźmi. Zapragnęłam zdjąć z siebie ciężar smutku, który codziennie dźwigałam. Zapragnęłam tego. Uświadomiłam sobie jaki jest on ogromny i przytłaczający dla mnie. Teraz rzadziej jestem sama dla siebie katem, jest we mnie więcej zrozumienia dla siebie. Dzięki temu moja córka coraz rzadziej musi oglądać mamę smutną. Zawsze sobie mówiłam, że ja już szczęśliwa nie będę, że mi szczęście nie jest pisane, ale zrobię WSZYSTKO, aby moje dziecko takie było i że dam Jej to, czego mi zabrakło. Jednak teraz dzięki terapii wiem, że to „WSZYSTKO” to w pierwszej kolejności dążenie do nauczenia się bycia szczęśliwą ze samą sobą. Myślę, że inaczej nie byłabym wstanie być drogowskazem na drodze mojej córki do pełni Jej szczęścia. W końcu mama nie kochająca siebie, niosąca codziennie swój własny smutek, jak może uczyć czerpania przyjemności i radości z życia?”

„Dowiedziałam się, że moje dziecko pali marihuanę. Przeraziło mnie to, bo sama w życiu nie używałam żadnych narkotyków i bardzo się bałam tego, żeby moje dziecko nigdy nie miało z tym kontaktu. A tymczasem zorientowałam się, że kiedy wracał do domu wieczorami jakoś dziwnie się zachowywał. Zrobiłam test, który potwierdził moje przypuszczenia. Wpadłam w panikę, rozpacz, ogarnęło mnie przerażenie. Dziś Mateusz jest w terapii prawie pół roku, od tego czasu sporo się zmieniło. Więcej mu się chce, jest radośniejszy, więcej zaczynamy ze sobą rozmawiać. Jest dużo lepiej”

„Na terapię trafiłem pod koniec 2018 roku kiedy poszukiwałem pomocy w celu poprawienia jakości swojego życia. Wielokrotnie przekonywałem się że jestem we właściwym miejscu kiedy musiałem zmagać się z bieżącymi problemami. Dzięki ciągłemu wsparciu terapeutki zacząłem uczyć się ufać sobie i sięgać po nowe możliwości z wykorzystaniem narzędzi którymi dysponuję. Dzięki akceptacji, zaangażowaniu w terapię oraz brakiem jakichkolwiek uprzedzeń ze strony terapeutki, czuję, że się rozwijam. Dzisiaj jestem wdzięczny za to, że była dla mnie wsparciem i źródłem inspiracji w chwilami trudnej dla mnie codzienności”

Na terapię trafiłam, kiedy lekarze wykonali mi wszystkie badania i okazało się, że moje serce jest zdrowe, i nie w ciele, ale w głowie powinnam szukać powodów kołatań serca, które zaczęły się po przejściu na emeryturę. Nie wierzyłam, że rozmowa może coś zmienić i uspokoić moje coraz częstsze wtedy ataki kończące się wzywaniem pogotowia.
Lekarze rozkładali ręce, a ja czułam się jak wariatka. Dopiero na terapii dowiedziałam się, że to objaw mojej nerwicy, która dopóki uciekałam w pracę była przyczajona. Wtedy zdawałam się nie widzieć pewnych rzeczy, spychać je gdzieś, jakby zamiatać pod dywan, czasem sięgałam po alkohol, żeby napięcie zeszło. Myślałam, że dobrze sobie radzę z emocjami. Dopiero teraz widzę, jak wiele nie chciałam widzieć a jeszcze bardziej odczuwać. Gdzieś te emocje musiały znaleźć ujście. Odkąd jestem w terapii objawy zaczęły się zmniejszać, wyciszać, a ja coraz lepiej stawiam granice i dbam o siebie, dopuszczając własne odczucia, które są częścią mnie. Nauczyłam się je komunikować i żyje mi się z tym lepiej

Specjalista

mgr Anna Kobierska

psychoterapeutka